Na początek chciałabym bardzo Wam podziękować za tak miłe komentarze pod ostatnim postem, dziękuję z całego serca !!!
Dostałam już parę maili, co u mnie jak się czuję, także również mi miło, że kogoś interesuję mój humorek i samopoczucie :). Troszkę zleciało od ostatniego posta, weszłam już dawno w II trymestr i dolegliwości można powiedzieć, że poszły w nie pamięć, choć są dwie które, mnie już bardzo męczą, a mianowicie wymioty, jejku jak ja tego nie lubię, a kolejna dolegliwość to taka troszkę frustrująca moim zdaniem, bo totalny brak sił, nie wiem czemu tak się dzieję, ale każda czynność jest wykonywana na stop!!!. A to się ma tak np. stoję zmywam 3 talerze i co i stop!!! trzeba usiąść na minutkę i dalej 2 szklanki i stop!!! trzeba usiąść, mam wizytę w czwartek i chyba muszę poruszyć ten wątek u lekarza, bo mnie troszkę martwi, miała któraś tak z Was? Bo mam wrażenie że coś nie tak, może mam anemię, bo w sumie mało jem, jeszcze do tego wymioty być może to są właśnie takie skutki?
Ale żeby nie było że ja nic nie robię o nie, jak to bywa latem i widać to też na Waszych blogach, zamykam w słoikach smaki, naszymi ulubionymi owocami w zimie są wiśnie i zrobiłam, choć mało w tym roku konfitury z wiśni i parę kompotów, następnie zaczęłam produkcję ogórków, jak na razie 18 słoików sałatki z chili, uwielbiamy ją jest fantastyczna, i kolejnymi będą ogórki konserwowe i w ketchupie, jak będą kolejne, ponieważ ostatnio u nas na targowisku nie było w czym wybrać wszystko takie nijakie, i usłyszałam, że w przyszłym tygodniu to już wogóle nie będzie bo zaraza jakaś złapała, zobaczymy. I w planach jest konfitura ze śliwek z czekoladą, nigdy nie robiłam, ale jadłam i bardzo mi zasmakowała, poza tym nareszcie jest moje ulubione warzywo, cukinia, delektuję się leczo non stop, akurat te malutkie cukinie to z działki od babci, ale koniecznie muszę kupić takie większe i nafaszerować mięskiem mniam, także chyba wiem co jutro będzie na obiad :) A tak pozatym zajadaliśmy się w czystej postaci naszymi borówkami, niestety już nie ma nic na krzaczkach :( teraz tylko kupne nam zostały.
To teraz poruszę temat remontu, hm... można powiedzieć że coś zaczyna się dziać, mam niesamowite dziury w a'la sypialni, po elektryku, musieliśmy wymienić przewody i na tym się skończyło, nie ma czasu, mąż pracuje na dwa etaty, także nie wiem kiedy coś pójdzie do przodu, przez ostatnie 2 tygodnie odwiedziłam mnóstwo hurtowni budowlanych w poszukiwaniu paneli. I powiem Wam, wcale to nie takie proste. Teraz to ja już wiem na co zwracać uwagę, bo jak robiłam remont 3 pokoi to kupowałam to co mi się podobało, w salonie padło na takie:
podobały mi się, ale utrzymanie ich w czystości to jest jakiś horror, zaznaczam podłogi myję codziennie ścierką na kolanach,(mam bzika na punkcie podłóg), czemu ścierką bo nienawidzę mopów, ale w salonie zdarza mi się myć panele 2 razy w ciągu dnia, bo znać na nich każdy odbity palec, wszystko.
W jadalni są jasne więc tylko śmieci są widzialnie ale poza tym nic innego
I u mojej Majki zostały kupione najtańsze z możliwych(22zł) i sprawdzają się rewelacyjnie.
Ale wracając do paneli w sypialni, rok temu siostra robiła remont i kupiła takie z fugą, bardzo mi się podobały z racji że wybór kolorów jest spory, ale cena mnie przerażała troszkę, bo 70zł za metr to wcale nie mało, z racji, że u nas jeszcze dochodzą jakieś tam płyty żeby wyrównać powierzchnię i to też spory wydatek, ale były tak zachwalane przez siostrę że się skusiłam wszak ma inny kolor, bo ona ma jasny, coś pod buka podchodzi a ja w padający w popiel są tą dąb argenta jasny.
A w następnym poście pokaże Wam nad czym tak dokładnie pracowałam przez 2 tygodnie, powiem Wam, że to był moim zdaniem strzał w 10 !!!!
Pozdrawiam
Iza